Mieszkały strachy w domu.
Chodziły, straszyły,
nie wadziły nikomu.
Bał się strachów Janek.
Uciekał do mamy,
potłukł dzbanek
w kwiaty malowany.
Chodził dziadunio po strychu,
nie wiadomo po co.
Zobaczył strachów bez liku!
Śniły mu się nocą.
Tato obudził się z krzykiem,
bo myślał, że w pokoju
zastęp dzielnych rycerzy
szykuje się do boju.
Raduś widział jak buty
idą po korytarzu,
tupią i kłapią pyskami
i uciekać mu karzą!
Wszyscy szeptali po kątach,
że strachy w domu mieszkają
i nie chcieli sprzątać.
Wzięła mama miotłę.
Sio! strachy, sio! na pole.
Jak nie, pozamykam w kotle
i straszyć nie pozwolę!
Śnieg na dworze, mróz
strzela lodu soplami,
skrzypi kołami wóz.
Zima kłapie kłami.
A w zaspach śniegu po pachy,
chodzą po polu strachy.
Dobrze im było w komorze.
Marzną biedne na dworze.
Mama mówi do dzieci,
że strach krzywdy nie zrobi.
Czasem po polu przeleci,
albo cichutko coś powie.
Szeptem, szeptem cichutko,
grzecznym dzieciom do snu
opowie bajkę króciutką
bez słów. Uhuuuuuuuu!