Czekacie na baśń do snu? Siedzicie goniąc w myślach marzenia? - Przed wami ocean pełen przypływów i odpływów biegnących ku nieznanym lądom. Przed wami wschody i zachody słońca. Wasze dłonie unoszą się ku obłokom, dotykają wędrownych ptaków, błądzą pomiędzy myślami pełne wiary w spełnienie... Kolory snu i jawy mieszają się ze sobą, przenikają, napełniają treścią oczekiwania na nieznane, które nadchodzi, żeby pozostać w was największym z oczarowań: zgodą na siebie tu i teraz i zgodą na świat, którego cząstką jesteście wy sami. Siadam wraz z wami i zasłuchuję się w siebie, w moją baśń.
Kiedyś chciałem być znany. Kiedyś chciałem być ważny. Chciałem też być bogaty, żeby żyć dostatnio i pomagać innym. marzyła mi się podróż dookoła świata... Chciałem, chciałem, oczekiwałem. I nagle przypomniałem sobie, że jestem. Jestem! To właściwie wszystko, czego mi potrzeba,. Chcę być.
Tyle mojej decyzji odnośnie kołysania do snu. Nie będę tłumaczył dlaczego taki zamiar, taki tytuł, bo musiałbym opowiedzieć moją baśń zaczynając od końca. A z opowiadaniem baśni jest tak, że najczęściej wiadomo jak zacząć, ale nigdy nie wiadomo, jaki będzie finał i dokąd zaprowadzą nas nasi bohaterowie, w tym wypadku, ja, jako bohater mojej baśni o mnie.
dla ciebie
taka jesień w ogrodzie
przyszła piękna pani
musnęła serce zapachem
róż ostatnich kołysaniem
oprószyła kolorem liści
złoto-czerwonych
traw zieloność
uniosła w obłoki wody
w sadzawkach zaklęte
tajemnicą kropli
zagubiła zieloną ważkę
pomiędzy westchnieniem
i tchnieniem
jesień przyszła
piękna pani
Wybrałem drogę prób i błędów. To nie była decyzja celowa. Poszukiwałem odpowiedzi na wiele pytań. Czy odpowiedziałem na nie? Tylko na nieliczne. Pozostałe wciąż tłuką się w myślach, w marzeniach, w oczekiwaniu, że wydarzy się coś, nadejdzie chwila i świat odpowie na pytanie.
Życie zweryfikowało ciężar pytań. Złagodniały, nie są już agresywne, wymuszające... Ale ich podstawa i sens wciąż pozostają aktualne. Coś zaistniało i trwa w oczekiwaniu. Może na cud? A może na nowe doświadczenia i głębsze zrozumienie?
Moja żona mówi o wspólnych podróżach. Moje dzieci barwią swój świat wielkimi zmianami i odkryciami. -- Poszukujemy siebie bez końca.
Zapytanie narodzone z marzenia jest jak wschód słońca. Takie życiowe miejsce, pagórek na którym siedzę podziwiając świt. Jest tajemniczy i milczący. Jest piękny. Zagadka mojego dnia, któremu zadaję pytanie. Być może nie usłyszę odpowiedzi, a może postawię jeszcze jedno pytanie?
gdzie jestem
siedzę na pagórku
czekam na wschód słońca
było wiele wschodów
wschodziły i zostawały
budowały wielką przestrzeń
dla wschodu
który gdzieś dojrzewa
wielką kulą ognia
on nie gaśnie
jest
mój wschód słońc
nie pamiętam zachodów
nie było zachodów
nie było pożegnań
łez
uścisków
gestów
jest nadzieja
jak wieczna trawa
światełko na horyzoncie
jest
moje wschody są
czekają ze mną
oczekują wpatrzone
zadumane ogromem pustyni
wokół mnie
to moja pustynia
czeka i wyczekuje
tyle mam
siedzę na pagórku
i czekam na wschód słońca
Chciałem być poetą. Zostałem baśniopisarzem. Jakimś zbiegiem okoliczności, baśnie wydane i nie wydane, doczekały się wspaniałego opracowania Doroty Narewskiej, dr nauk humanistycznych i dziennikarza. - Moje życie jest pełne prezentów losu i nieoczekiwanych zdarzeń. Dzieje się tak wiele, że nie zdążę przeżyć i nacieszyć się jednym zachwytem, a tu już pędzi następny.
- Moja Mira tylko co wróciła, a już są święta Bożego Narodzenia. Już Przyjechała Magdalena z rodziną. Charly pełen optymizmu, jak zawsze. Amelia cieszy się pobytem u dziadków. Oskar jak zwykle pełen ciekawości. Już dorastają, już jakby się wymykają. Jeszcze przylepy, przekochani, nasi. Marta z rodziną została w górach, w które przenieśli się we wrześniu. Piękniej, ale daleko od nas. - Nie zawsze można mieć wszystko.
Nigdy nie wiemy co zdarzy się jutro, o pojutrze nawet nie myślimy.
Zastanawiamy się, czy kiedyś nadejdzie czas na nas; nasze podróże, spacery, zachwyty sobą i światem? A jeśli nadejdzie, to czy będzie nasz? Czy będziemy umieli go przyjąć, czy może nasz czas jest właśnie taki jaki jest teraz!? Ten wydumany nie będzie ani nasz, ani ciekawszy, ani szczęśliwszy. Mamy nasze najszczęśliwsze dni. I może niech tak zostanie.
*
Życie. Czysta kartka na stole. Niczyja. Podchodzą do niej życiowe sprawy, gesty, ocierają się o nią marzenia, ludzki strach i łzy, uśmiech i radość....Ktoś coś pisze, o coś pyta... A ona jest wciąż czysta i taka sama. Pełna pamięci i wielkiej pustki, ogromnego znaku zapytania bez odpowiedzi. Jakby każdego dnia na nowo uczyła się poznawać życie. - Te same radości, tę samą nadzieję, zapachy i smaki - to samo co wczoraj i przedwczoraj, ale nie tak samo. Każdego dnia kartka zapisuje się od nowa, żeby stać się czystą następnego dnia. Jakby przeglądała się w wodzie wieczorem z jasną twarzą porannej rosy.
Moje wschody słońca zebrane w złotą myśl jednego wielkiego wschodu - bez zachodów. Stało się i trwa. Tylko bezkresna pustynia wokół pagórka przypomina, że mogło stać się coś więcej; jakaś zabłąkana karawana znaczeń, pustynny jastrząb, ożywcza oaza... - Jest wielka samotna pustynia. Jak biała czysta kartka oczekująca na zapis wschodu słońca właśnie dzisiaj, w dniu narodzin poranka.
*
Jest wieczór. Mireczka w Koblencji. Dzień minął jakby go nie było. Ciepły, trochę zabiegany. Kilka telefonów od żony i córek. Dobry spokojny czas. Co można robić w taki wieczór? Moje siedemdziesiąt trzy lata mówią: odpocznij. Mój rozsądek mówi: poczytaj dobrą książkę, napisz o czym myślisz, jakie masz dokonania i może jeszcze większe plany? Obejrzyj film i wyłów z niego jedno ważne słowo, zdanie, pełne treści i mądrości zdarzenie...
Piję ostatnią kawę. Jutro jadę na stawy po ryby. A jutro... - Nie ma jutra. Płonie kominek. Uśmiecham się do pamiątek z podróży dzieci. Brzozowe polana, oplecione ramionami czerwonych strumyków ognia, strzelają, błądzą, wracają i znowu odpływają w nieznane. Jak ten dzień pełen zapachów i smaków mojego apetytu na coś nowego, ciekawego, nieoczekiwanego. Jeszcze płyną niedokończone myśli i gubią się w tańcu płomieni, zacierają w znaczeniach i odpływają jak płomienie, w nieznane.
Przez ostatnie tygodnie dzieje się wokół mnie jakby inaczej niż przez ostatnie miesiące, może lata... Nie umiem nazwać tego stanu. Coś się dla mnie skończyło, a właściwie skończyło się dawno temu, a dopiero teraz dotarł do mnie sens zmian. Mój umysł znalazł się wielkiej próżni. Wbrew pozorom, moja próżnia nie jest pusta, tylko całkowicie obca mojemu czuciu i postrzeganiu świata.
Kilkanaście lat przeżyłem w najpiękniejszym ze światów, w krainie moich baśni. W świecie marzeń, w przestrzeni fantazy. Kilka lat temu opuściłem mój baśniowy azyl. - Jest ze mną ukochana Mira, nasze dzieci, wnuki, przyjaciele... Dzieją się wielkie i małe życiowe sprawy, ale trwa ciąż nieodgadniona cisza. Jest pełna treści, a ja nie słyszę niczego poza ciszą. Trochę boję się tego nowego, nie wiem jak się do nowej sytuacji odnieść, jak ją nazwać, więc czekam. Czekanie też niepokoi.
Może wydarzy się coś, o czym nie wiem? Może odpoczywam, a może naprawdę coś się skończyło?
*
Kiedyś szukałem Pana Boga. Nie wiedziałem jak mam żyć, a właściwie przeżyć. Myślałem, że utraciłem wszystko. - Nie utraciłem. Wciąż miałem wiarę, miłość i moją kochaną rodzinę. - Wtedy nie pytałem, a jednak mi powiedzieli. Nikogo nie prosiłem, ale mi dali. Niczego nie oczekiwałem, a samo przyszło.
Był też inny czas. Pytałem i nikt nie odpowiedział. Prosiłem i nikt nie dał. Oczekiwałem i nie nadeszło.
Zrozumiałem, że życie wbrew pozorom jest proste, pełne zachwytu i darów miłości, jest też pełne dostatków. Tylko brać, tylko czerpać garściami i napełniać dzbany przeznaczenia. Wystarczy otworzyć oczy i serce. Wystarczy nauczyć się słuchać tak, żeby usłyszeć!