Żyję w świecie, który w wielu momentach zapomina o uczuciach, o prawdziwości znaczeń prostych słów, o szczerości odczuć, doznań i wzruszeń. Słowa hierarchów, polityków, publicystów i nauczycieli mają niewiele wspólnego z szacunkiem do człowieka i do życia. - Ale tuż obok mnie, w moim domu, wśród najbliższych przyjaciół, miłość znaczy dla mnie miłość. Przyjaźń - znaczy przyjaźń, a zdrowy odruch złości czy niezgody na zakłamanie, znaczy niezgodę. Nie ma przyzwolenia na faryzeizm. Wierzę, że prawdziwość i szczerość ponadczasowych wartości, które budują stałość, odwagę, honor, przynależność do kultury i wiary - przywracają szacunek do siebie samego, innych ludzi i całego świata.
. Postawiłem na baśnie. Bez fałszywego wstydu zaufałem marzeniom. Dobro i miłość są moim wsparciem, jedyną drogą do celu i słusznym wyborem. Moje baśnie nie kłamią. Płyną z głębin mojej duszy, mojej męskiej tęsknoty za światem bez obłudy. W baśniach miłość znaczy miłość, strach znaczy strach, odwaga oznacza odwagę, przyjaźń znaczy przyjaźń. Często przypominam sobie ukochane słowa Marii Łopatkowej: dziękuję, proszę, przepraszam. Bohaterowie moich baśni znają smak tych słów. Znają prawdziwe, szczere uczucia.
Moja opowieść jest bardzo prosta. Otworzyłem drzwi mojej męskiej natury i ruszyłem na podbój świata w pełnym znaczeniu tych słów. Wszystko co robiłem od dziecka, miało jasny cel: przyjść, zobaczyć i zwyciężyć. Próbowano zrobić ze mnie pokornego syna, uległego pracownika, pobożnego katolika. - Zostawiłem za biurkiem moich kolegów, a wraz z nimi stagnację, pensję od pierwszego do pierwszego i co najważniejsze, beznadzieję na całe życie. - Postawiłem na rozwój osobisty - w drodze. Na wielką przygodę - w drodze. Na potyczkę, a nawet na bitwę - w drodze. Wokoło mnie zapanowała cisza niezrozumienia, odezwały się głosy co i jak powinienem robić, napomnienia, czego robić nie powinienem. Tymczasem mężczyźni z mojej przeszłości zniewieścieli już przed emeryturą.
Moja Mira stanęła ze mną ramię w ramię. Oboje nie cierpieliśmy pokornej uległości wobec dnia codziennego. Nie wiedzieliśmy co przyniesie dal za horyzontem osnuta niepewną przyszłością. Ale odwaga znaczy wstań i idź. Tak się stało. - Na moją odwagę co do baśni, musiałem jednak chwilkę zaczekać.
Może są inne sposoby na realizowanie potrzeb duszy, marzeń i odpowiedzi na niedosyt życia i siebie. Ja wybrałem wędrówkę. Zmieniałem prace, zdobywałem nowe umiejętności, podejmowałem wielkie wyzwania, poznawałem inne narody i kultury. Czy taka wersja mnie jest na dzisiaj wystarczająca? Odpowiem: nie! Są rzeczy niezmienne: miłość do żony, dzieci, wnuków. Bez tej miłości i zrozumienia, nie byłbym tym, kim jestem dla siebie. Nie byłbym sobą. Wciąż szukam odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Stawiam czoła temu, co mnie niepokoi i dokonuję zmian, nie zawsze z sukcesem. Jakby też coraz więcej pomysłów prosi o realizację, bez efektów.
Dzisiaj otworzyłem drzwi na oścież. Stanął przede mną cały świat ze swoimi podarunkami i przygodami. Ja stanąłem naprzeciw niego. Idę na spotkanie z wolnością wyboru. Na spotkanie ze sobą samym. Dlaczego? Bo myślę, że siebie nie znam. Do wędrówki zapraszam wszystkich, którzy tego pragną. Ja pragnę opowiedzieć o moim świecie baśni powstałych z marzeń.