Przed domem sosna.
Ramiona wyciąga,
bo na igłach rosną
małe białe domki.
Z każdego wygląda
para białych wąsów
i czarne oczęta.
Martwi się sosenka.
Czuje się jak ścięta.
Nie wie, czy ją bolą
zielone igiełki,
na których wyrosły
ruchome bąbelki.
Nie ma na co czekać!
Zawołała ptaki.
Przyleciały, obadały:
to przecież wapniaki!
Stuku, puku, ćwir!
Obiad nam smakuje.
I chmara lekarzy
sosnę uratuje!