Obok domu Małgosi rósł wielki las. Ach! Zapomniałem wam powiedzieć, że Małgosia była małą dziewczynką, miała tatę i mamę i dziadka. Tata miał na imię Stefan, mama Agnieszka, a dziadek miał przedpotopowe imię Ignacy. Przynajmniej tak mówiła mama Małgosi, która była córką Ignacego.
Tyle o Małgosi i jej rodzinie. A wracając do lasu, to mieszkały w nim: sarenka, borsuk, leśne chomiki, wiewiórki, dzięcioły, kukułka i wiele innych zwierząt. Wiosną, na jego skraju, przy polnej dróżce rosły pyszne poziomki. Latem Małgosia z mamą, tatą i dziadkiem Ignacym zbierali czarne jagody. Kiedy nadchodziła złota jesień i wiatr strącał liście z drzew, cała rodzinka wybierała się do lasu na grzyby. Rosły tam prawdziwe borowiki, podgrzybki, kurki, maślaki, kozaki, zielonki, a nawet rude rydze. Te ostatnie najbardziej lubiła Małgosia.
Pewnego razu, tata powiedział do mamy: - Trzeba zrobić nowy stół! Ten, który stoi w kuchni jest stary i rozlatuje się na tysiąc kawałków.
- Z czego robi się stół? – Zapytała ciekawie Małgosia.
- Zobaczysz! – Powiedział tata i uśmiechnął się tajemniczo. – W sobotę
pojedziemy do pana leśniczego.
- A kto to jest pan leśniczy? – Dopytywała się Małgosia.
- Pan leśniczy opiekuje się lasem i zwierzętami, które w nim mieszkają. – Powiedział poważnie tata. – Robi budki lęgowe, w których ptaki składają jajeczka a z jajeczek wykluwają się młode ptaszki. Pomaga też zwierzętom w zimie, zawożąc do lasu siano i kasztany, żeby miały co jeść.
W sobotę tata zabrał Małgosię do samochodu i pojechali leśną drogą do leśniczówki, w której mieszkał pan leśniczy. Leśniczówka stała w środku ogromnego lasu. Małgosi bardzo się tutaj podobało. Po podwórku biegały pieski, koza, chodził kot, a nawet młody dzik. Wszystkie zwierzęta przybiegły do Małgosi i chciały się z nią bawić. Małgosia trochę się przestraszyła, bo skakały, wydawały różne głosy i dotykały jej małych rąk wilgotnymi pyszczkami. Szczególnie koza i pieski. Dzik chrumkał i patrzył na nią ciekawie, bo nigdy jej jeszcze nie widział w leśniczówce. Małgosia też jeszcze nigdy nie widziała tylu zwierząt naraz.
Pan leśniczy, którego tata nazywał panem Bartkiem, powiedział, że jego zwierzęta nikomu nie robią krzywdy i bardzo kochają dzieci. Małgosia przestała się ich bać i wszyscy się zaprzyjaźnili.
Tata i pan Bartek długo gadali. Kiedy skończyli, pan leśniczy zaprowadził ich na szeroką polanę, na której leżały pnie ściętych drzew. Tata wybrał dwa z nich. Pan Bartek zadzwonił po długie auto. Tak powiedział do telefonu komórkowego: niech Stanisław przyjedzie długim autem. – Małgosia sama to słyszała na własne uszy. Po chwili auto przyjechało i pan Stanisław, który był kierowcą, zapakował małym dźwigiem oba pnie i auto odjechało nie wiadomo dokąd. Ale tylko przez chwilkę nie było wiadomo , bo tata zawsze wie kiedy i co powiedzieć.
- Teraz pojedziemy do tartaku. – Powiedział tata do Małgosi i pożegnał się z panem leśniczym.
Pan Bartek na pożegnanie podał rękę Małgosi i tacie.
W tartaku było bardzo głośno. Inaczej niż w lesie. W lesie śpiewały ptaki, a pod nogami chrzęściły szyszki. Tutaj huczał trak tnący pnie drzew i jazgotały piły. Na wielkim placu leżały sterty desek i pni drzew.
- Tutaj nasze pnie zamienią się w deski i pojadą na wózkach do suszarni. – Wytłumaczył Małgosi tata. – Za tydzień przyjedziemy je zabrać, żeby zawieźć do stolarza.
- A stół? Kiedy będzie stół? – Pytała Małgosia, która była pewna, że piły wypiłują z pni drzew piękny stół.
- Musisz być cierpliwa.
Małgosia nie mogła się doczekać soboty.
- Czy dzisiaj już jest sobota? – Pytała taty i mamy każdego dnia. – Jak wygląda nowy stół? Przecież pnie drzew nie miały nóg, a stół ma!?
- Oj Małgosiu! – Śmiał się tato. – Pan stolarz wszystko ci powie.
Pan stolarz miał na nosie grube okulary, za uchem czerwony ołówek, a w ręku trzymał bardzo długą składaną linijkę. Tato przywiózł deski, pan stolarz je mierzył linijką, stawiał czerwonym ołówkiem kropki i kreski i krzyżyki i cały czas do siebie gadał. Ale Małgosia nic nie rozumiała. Może mówił po chińsku, albo po stolarsku?
Jak wszystko zmierzył i porysował, włączył piłę i pociął deski. Małgosia nie mogła się nadziwić, że z krzywych desek, które tata przywiózł z tartaku, stolarz robi proste i równe. I wszystkie tej samej długości. Stała i patrzyła, bo tato, który pomagał stolarzowi, do którego mówił: panie Wacławie, nie pozwolił stać blisko, żeby piła nie zrobiła jej krzywdy.
- Proszę przyjechać za tydzień panie Bartku. – Powiedział pan Wacław kiedy skończyli pracę i zaniósł deski do maszyny, która głośno huczała i wyglądała jak stół z wałkami do ciasta. Z maszyny sypały się wióry i deski wychodziły o wiele ładniejsze i gładkie.
Małgosia znów przez cały tydzień pytała rodziców i dziadka, kiedy będzie sobota. A kiedy spadła karta z kalendarza na której pisało piątek, Małgosia była już tak ciekawa, jak nigdy dotąd.
- Czy dzisiaj będzie stół? – Niecierpliwiła się.
- Tak! – Powiedział tata. – Dzisiaj jedziemy do pana Wacława po stół, a mama za ten czas przygotuje piękny obrus.
Pan Wacław już na nich czekał. Przed stolarnią stał nowy, piękny stół i pachniał lasem.
- Ojej! Jaki śliczny! – Cieszyła się Małgosia i zaczęła wokół niego skakać.
Tato zapłacił panu stolarzowi za pracę, podziękował, zapakował nowy stół do auta i wrócili do domu.
Mama chyba też nie mogła się ich doczekać, bo stała przed domem. Kiedy zobaczyła stół, była zachwycona. Złapała Małgosię za ręce i razem obskakały go dookoła, a tata klaskał w dłonie.
- Jaki piękny! – Powiedziała z zachwytem mama i dała całuska tacie i Małgosi.
Nowy stół stanął w odmalowanej kuchni, mama nakryła go miodowym obrusem w kratkę i zaprosiła wszystkich do obiadu. Kiedy do kuchni wszedł dziadek, dotknął stołu ręką i pogłaskał go.
- No, teraz mamy prawdziwy stół w domu! – Podszedł do taty i uścisnął mu rękę, a mamie i Małgosi dał buziaka. – Tak się cieszę! Stół z prawdziwego, pachnącego drzewa.
Małgosia pomyślała, że do nowego stoły przydałyby się nowe, prawdziwe i najlepiej pachnące krzesła.
- Tatusiu! – Złapała tatę za rękę. – Czy w następną sobotę pojedziemy po drzewo na krzesła?
- Zobaczymy Małgosiu. - Mama uśmiechnęła się tajemniczo. – Chyba już potrafisz być cierpliwa? Na stół czekałaś trzy tygodnie! A w następną sobotę pojedziemy w odwiedziny do babci Miry.
Małgosia już o nic nie pytała, ale postanowiła, że jutro opowie w przedszkolu jak powstaje nowy stół. A może pani i wszystkie dzieci odwiedzą pana leśniczego i zaprzyjaźnią się z jego zwierzętami?