Wszedł raz kotek do karmnika.
Piękny zapach! Ślinkę łyka.
Kasza leży nie ruszona,
bo uciekła nawet wrona.
Śmieją się pstrokate sroki:
z tego kota zrywać boki!
Patrzcie siostry! Kot w karmniku?!
Czy słoń mieszka dziś w kurniku?
Przyleciała sikoreczka,
przestraszyła się koteczka.
Rety! Rety! O laboga!
Z domku sterczy ogon wroga!
Wróble też się dziwowały:
kot w karmniku? Niebywałe!
Może głodne niebożątko
i zjeść chciało coś zwierzątko?
A kot siedział
i nie wiedział,
że świat ptasi zadziwiony,
fruwa wkoło jak szalony.
W końcu, gdy zgłodniały ptaki,
sroki wzięły zamiar taki:
każda leci do karmnika,
kota w ogon dziób i zmyka!
I zrobiły tak, jak chciały,
bo to pomysł doskonały!
Kot w karmniku uwięziony,
przed srokami bez obrony.
Choć pazurki ostre ma,
sroka mu na wąsach gra.
W końcu uciekł, bo bolało,
gdy go dziesięć srok dziobało!
Śmieją się do dzisiaj ptaszki,
z tej pstrokatych srok igraszki.
Do karmnika kot nie wchodzi,
bo to czasem kotom szkodzi.