Taki mały stał sobie w kąciku,
nie przezywał nikogo, nie psocił.
Internauta marzył mu się po cichu,
lecz nikogo nic nie prosił.
Był na świecie luty i zima
białym śniegiem okryła podwórko.
Kompudraczek w kąciku nie kimał!
Kompudraczek chce pobiec na górkę!
Wziął z pudełka szalik i czapkę,
a do nóg piękne narty przyczepił.
Trochę czyścił i czymś posmarował,
żeby śnieg się do nich nie lepił.
Potem spojrzał raz jeszcze w okienko
i odstawił narty do kąta.
Wyjdę na dwór jak będzie ciepło
i ktoś może śnieg z górki posprząta!
Przyszedł kwiecień i maj już zawitał,
Kompudraczek pomyślał, że warto
wyjść na słonko, bo wiosna już świta
by połowić ryby nad Wartą.
Przyszykował wędkę i haki,
spojrzał w okno i trochę się skwasił,
bo wiosenny deszczyk popadał
i wiosenne płomienie ugasił.
Lipiec złotem, a sierpień zapachem
znów obudził odwieczne nadzieje.
Kompudraczek wziął koszyk pod pachę
i miał właśnie wyruszyć w knieję.
Ale cóż to!? Czy oczy go mylą?
Jakaś fatamorgana na drodze?
Próżno nogi do wyjścia się silą.
I Kompudrak siadł na podłodze.
Może płakał, a może krzyczał!
Jestem pewien, że wzywał pomocy!
Kompudraka nikt nie usłyszał,
choć głos jego tłukł się po nocy.
Komputerem ukochał nad życie,
nie miał żadnych znajomych, przyjaciół…
Tak od zimy do zimy, w niebycie.
Kompudraczek. Może go znacie?