Miała kiedyś Gosia,
koleżankę Alę.
Plotkowały, chichotały,
wylewały żale.
Nic się nie ukryło,
nic się nie ostało.
Obgadały, nagadały
i było im mało.
Przyjechały kiedyś
na wielka naradę.
Pomyślały, pomrugały
i uknuły zdradę!
Ach! Mówi Małgosi.
Nuda mnie dopada.
Och! Wtóruje Ala.
Kto tak nudnie gada!?
Weźmy się za ręce
i chodźmy na obiad.
Ja w nowej sukience,
a ty w modnych spodniach.
Idą sobie, idą,
świat wkoło wesoły.
- Czy panienki mają
zwolnienie ze szkoły? -
Przez drogę przebiegła
malutka przepiórka.
Napomniała dzieci,
poprawiła piórka.
- Oj! Oj! – Kracze kawka. –
Nie podoba mi się.
Złapała mnie czkawka!
Cóż to za pięknisie!?
Może mi powiecie,
o czym ta narada,
z której uciekacie?
- Mówić nie wypada!
- Widziałam przez szybkę,
że tam siedziałyście.
Za nim się skończyło,
obie uciekłyście.
- Kto wie?! Mała myszka
zapiszczała w trawie.
Sprawa bardzo śliska!
Wrócą i po sprawie!
Pomyślała Ala,
pomyślała Gosia.
Wróciły na radę,
nie trzeba ich prosić.
A rada radziła,
żeby wiadomości
uszami wchodziły
do wielkiej mądrości.
Wielka mądrość siedzi
sob9ie w małej głowie
i wszystko notuje,
co rada jej powie!