Rozmarzył się dym.
Leci, leci, leci…
Gdybym ja bym był
zielony kotlecik,
mieszkałbym na stole,
na obrusie białym.
Tłuste małe plamki
po mnie by zostały.
Gdybym ja bym był,
komputerem w hali,
pisaliby na mnie,
każdy by mnie chwalił.
Gdybym kosmonautą
był wśród gwiazd na niebie,
kupiłbym ja auto.
A po co? Nikt nie wie!
Rozmarzył się dym…
lecz nim się spełniło,
rozwiał się po niebie
i już go nie było.